Są takie obrazy, które nie powstają od razu jako całość — one się wydarzają. Ten jest właśnie jednym z nich.
To fragment mandali, która narodziła się na starym obrazie — takim, który już przestał mnie poruszać. Zamiast go odkładać, postanowiłam wejść w dialog z tym, co już było. I tak, warstwa po warstwie, zaczęła pojawiać się nowa historia.
Patrząc z bliska, widać jak bardzo ten obraz żyje strukturą. Przebijają się wcześniejsze kolory — głębokie czerwienie, turkusy, granaty — które tworzą tło dla intensywnych różów i fioletów. Te barwy nie są przypadkowe — prowadzą oko po okręgach, trochę jakby zapraszały do środka.
Mandala nie jest tutaj idealnie symetryczna — i właśnie to nadaje jej charakteru. Linie są intuicyjne, momentami miękkie, momentami bardziej zdecydowane. Białe kropeczki rytmicznie wyznaczają ścieżki, trochę jak puls. Pojawiają się też geometryczne akcenty — prostokąty, kreski, znaki — które przełamują organiczny ruch i dodają dynamiki.
Szczególnie przyciągają złote detale — delikatnie połyskują, łapią światło i podkreślają głębię kompozycji. W połączeniu z fioletem tworzą bardzo szlachetny, lekko mistyczny efekt.
W centrum dzieje się najwięcej — spiralny motyw, który można odczytać jako punkt skupienia, ale też początek lub koniec. To miejsce, do którego wszystko prowadzi.
Ten obraz jest dla mnie trochę jak mapa — nie idealna, nie zaplanowana, ale prawdziwa. Pokazuje, że nawet coś „starego” może stać się bazą do czegoś zupełnie nowego. I że w procesie tworzenia najciekawsze rzeczy pojawiają się wtedy, kiedy pozwalamy sobie nie wiedzieć do końca, dokąd zmierzamy.
Zobacz więcej moich prac na Instagramie





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo dziękuję za odwiedziny :)